<title_newspaper="Przekrj"> 
<title_article="Warszawa mojej modoci"> 
<author_1=Maria Dbrowska>
<author_2=>
<language=pl> 
<style=press> 
<year="1954">
<month="4">
<date=1954-04-25>
<period=w> 
<status=1_obieg>
<support=paper>
A kady piewa innym tonem, inne sobie sowa wymyla, inn do kadych melodi, ktrej nigdy nie zmyli. Wtedy i dugo potem umiaam naladowa te wszystkie gosy, budziy we mnie jakie na wp wesoe, na wp nostalgiczne uczucia. I czasem dziwi si, e te nikt nie zapisa i jako nie utrwali tych okrzykw zarwno ich sw, jak intonacji i melodii stwarzajcych nastrj wczesnej wielkomiejskiej ulicy, a na zawsze przepadych. Ale ludzie nie zdawali sobie wtedy sprawy z tego, e wiat si zmienia i nie znali potrzeby dokumentacji, nie rozporzdzali te tylu rodkami dla jej dokonywania.
W mieszkaniu stryjostwa bio rdo moich na czasy szkolne rozrywek kulturalnych. Bya nim o dziesi lat ode mnie starsza, liczna siostra stryjeczna tego samego co ja imienia i nazwiska. Maria Szumska, pniejsza Barszczewska, matka dzisiejszej sawnej aktorki Elbiety Barszczewskiej. Majc snad skonno do przyjanienia si z osobami starszymi, a nadto znajc od dziecka moj siostr stryjeczn, yam w ogromnej z ni bliskoci, a i ona nie gardzia sercem i towarzystwem pensjonarki-podlotka. Ciekawa to bya moda, wwczas dwudziestopicioletnia osoba. Pena ycia, wesoa albo raczej pogodna jak dzie letni, nie adna panna na wydaniu, cho sposobnoci jej do wyjcia za m nie brako, bya samodzielnie pracujc kobiet, rzecz na owe czasy rd piknych i mogcych si wyda panien nie czsta. Bya entuzjastk teatru, piewu, muzyki, sama piewaa w chrze Filharmonii warszawskiej. Owa tak bardzo w porwnaniu ze mn dorosa panna nie poskpia mi ani jednej swojej niedzieli, zwaszcza w okresie, gdy wiziy mnie mury pensjonatu. W kad, a czasem nawet i w dnie powszednie, przychodzia, eby mnie
zabra do teatru, na przechadzk, koncert czy na wystaw obrazw.
</support> 
</status> 
</period> 
</date> 
</month> 
</year> 
</style> 
</language>
</author_2> 
</author_1> 
</title_article> 
</title_newspaper>
